Wykopali tunel głęboki na 15 km. Usłyszeli jęki potępionych?2012-03-23 (16:21)
niewiarygodne.pl

(fot. resher.ru)
Media na całym świecie żyją dokonaniem grupy badawczej, która właśnie przewierciła się przez blisko czterokilometrową warstwę lodu na Antarktydzie i dotarła do powierzchni Jeziora Wostok - zbiornika wodnego, którego penetracja rodzi dziś wiele obaw, ale która daje także wielką nadzieję na przełom w nauce. Rosjanie, którzy mieli spory udział w przedzieraniu się przez lodową pokrywę nad Jeziorem Wostok, mają duże doświadczenie w realizacji podobnych przedsięwzięć. Jeden z największych realizowanych przez nich projektów tego typu nosił nazwę SG-3. W ramach tej inicjatywy, sowieccy naukowcy wwiercali się w głąb ziemi. Tajemnica, która spowijała ten projekt sprawiła, że szybko zaczęły się pojawiać różne hipotezy dotyczące rezultatów kolejnych etapów odwiertu. Aż w końcu do mediów przedostała się informacja, że sowieccy naukowcy przewiercili się... do piekła.
Zobacz wideo » Odwiert, którego udało się dokonać w ramach projektu SG-3, uznawany jest dziś za jeden z najgłębszych sztucznych otworów na Ziemi. Znajduje się on na Półwyspie Kolskim, w północno-zachodniej części Rosji. Realizując zadanie, naukowcy mieli nadzieję dotrzeć do głębi Ziemi i poznać jej tajemnicę. Pierwsze prace rozpoczęto w maju 1970 r., a potem - z mniejszymi lub większymi problemami - realizowano je przez dwie dekady.
Jednym z istotnych zagadnień związanych z radzieckim konceptem przedostania się do jak najdalszych warstw naszej planety była informacja, która przedostała się do mediów w 1989 r. W świat poszła wtedy fama, że badacze, w czasie penetrowania coraz głębszych warstw, dowiercili się do tajemniczej groty. W miejscu, które znajdowało się na głębokości 14,5 kilometra, miała panować wysoka temperatura sięgająca ok. 1100 stopni Celsjusza. Wkrótce badacze mieli skierować w to miejsce specjalną aparaturę służącą do rejestracji dźwięków. Kiedy odporny na bardzo wysoką temperaturę mikrofon znalazł się już w docelowym miejscu, naukowcy mieli usłyszeć coś, co zbiło ich z tropu. Były to dźwięki przypominające odgłosy wydawane przez cierpiących okrutne katusze ludzi. Rzekome jęki maltretowanych nieszczęśników kazały myśleć, że sowieccy eksperci... właśnie dowiercili się do piekła
Trudno w to uwierzyć, ale wiadomość o tym, że Rosjanie w czasie prac badawczych okryli miejsce, do którego trafiają potępieni, bardzo szybko została podchwycona przez media. O sensacyjnym - ocierającym się o dogmaty religijne - odkryciu napisały tabloidy, ale też poważane gazety. W telewizji wyemitowano zaś dźwięki rzekomo pochodzące z podziemnej pieczary. Jak się później okazało, były one w istocie częścią sprytnie zmontowanej ścieżki dźwiękowej film "Baron Blood".
Nietrudno zgadnąć, że medialne doniesienia o odnalezieniu pod ziemią miejsca, w którym "smażą" się grzesznicy, były efektem mistyfikacji. Do dziś eksperci zajmujący się badaniem rynku środków masowego przekazu zastanawiają się, jak to się stało, że taka "śmierdząca na odległość" manipulacją informacja, została wzięta przez dziennikarzy na poważnie i upowszechniona w tak szybkim tempie.
» Poznajesz tego uroczego pana w kapeluszu? » Szokujące odkrycie! Prawie nie jedzą od 86 milionów lat i żyją» Będziemy żyć wiecznie! Nie wierzycie? Zobaczcie to!