Skoro naskakujecie na ludzi wierzących, że nie potrafią udowodnić "nie istnienia" Boga, to przedstawcie SENSOWNE dowody, które przeczą jego istnieniu. "Nie wierzę bo, nie widziałem" - bardzo ograniczone podejście do kwestii ateizmu. Rozumiem wasze poglądy, ufność w stosunku do nauki i w ogóle, ale tak samo jak wy macie prawo praktykować WIARĘ w nie istnienie Stwórcy, tak samo ja mam prawo oddawania mu należnej (wg. mnie) czci mimo iż go nie widziałem. Możecie dyskutować i wystawiać różne teorie, ale nie obrażajcie dogmatów które wyznają ludzie wierzący. Tak samo z mojej strony akceptuję wasze poglądy i nie mam zamiaru się z nimi spierać ponieważ ani wy, ani ja nie dojdziemy do zadowalającego consensusu. Są pewne sprawy, których nie da się wyjaśnić nauką, są sprawy których nie da się rozwiązać dzięki wierze. Tak zbudowany jest ten świat i czy na prawdę musimy drzeć ze sobą koty? Nie lepiej żyć obok siebie we względnej zgodzi i nie wchodzić na wraże tematy?