Do zdarzenia wymykającego się próbom racjonalnego tłumaczenia doszło w ubiegłym tygodniu w Lajamanu, w północnej części Australii. Mieszkańcy tej niewielkiej miejscowości zostali zbombardowani przez deszcz żywych ryb.
Do zdarzenia doszło dwukrotnie w ciągu jednego tygodnia - w czwartek oraz piątek. Za każdym razem "żywy opad" rozpoczął się ok. godziny 18-ej. Jak twierdzą świadkowie, niewielkich rozmiarów ryby spadały wszędzie i w chwili zetknięcia się z ziemią były jeszcze żywe. Co niektórzy próbowali bezskutecznie ratować dogorywające zwierzęta umieszczając je w pojemnikach z wodą; w tym samym czasie inni wykonywali dokumentację fenomenu meteorologicznego. - poinformował serwis "The Morning Starr".
To nie pierwszy przypadek, kiedy w Lajamanu z nieba spadały żywe ryby. Podobne zjawiska rejestrowano także w 1976 oraz 2004 r.
W jaki sposób tego typu osobliwości tłumaczą eksperci? Ich zdaniem "żywy deszcz" jest efektem działania trąb powietrznych, które "zasysają" wodę z jezior oraz rzek, a potem w oddali wyrzucają ich zawartość. Przy rozpatrywaniu tego australijskiego przypadku pojawiają się jednak wątpliwości, które zdają się podważać teorie meteorologów - Lajamanu znajduje się na skraju pustyni, a najbliższe jeziora są oddalone o setki kilometrów. Ponadto w ostatnim czasie, na pobliskim obszarze nie zarejestrowano żadnych tornad.
Nieco zaniepokojeni mieszkańcy starają się tonować nastrój. "Dzięki Bogu nie były to krokodyle." - z uśmiechem odrzekł jeden z nich.
Dowiedz się więcej o deszczach żywych zwierząt
(rc)