Doświadczenia specjalistów różnych dziedzin, od religioznawców po psychologów, potwierdzają, że czystość rąk czy całego ciała ma głębokie podłoże psychologiczne, które związane jest z naszym postrzeganiem dobra i zła. Gdy prof. Katie Liljenquist zaczęła się kilka lat temu zajmować rolą czystości w codziennej komunikacji międzyludzkiej, nie przez przypadek nawiązała do postaci z Szekspira i całe zjawisko nazwała "efektem lady Makbet". Niedawno badaczka w swych analizach poszła o krok naprzód i obok czystości zaczęła też badać oddziaływanie powiązanego z nią przyjemnego zapachu. Był to kolejny strzał w dziesiątkę.
Miły zapach a dobre uczynki
By sprawdzić swą hipotezę dotyczącą wpływu przyjemnej woni na ludzką moralność, Liljenquist podzieliła badane osoby na dwie grupy, które poddała dwóm testom. Pierwszym z nich było tradycyjne badanie typu "zabawa w prawdę". W ramach testu jeden z badanych otrzymał nieznaną reszcie kwotę pieniężną (12 dolarów). Potem sumę tę miał dokładnie podzielić tak, by jej połowę oddać partnerowi. W pomieszczeniach, w których nie unosił się przyjemny zapach zadanie to wypadło fatalnie. Średnia kwot (połowa), którą dostawali partnerzy, wynosiła 2,81 dolarów. W salach wyperfumowanych miłą cytrynową wonią osoby zachowywały się o wiele bardziej uczciwie - przyznaną kwotą dzieliły się niemal po połowie (5,33 dolara).
W drugiej próbie ochotników poproszono o przekazanie pieniędzy na cele dobroczynne. Również tu na całej linii zwyciężyła "pachnąca" grupa. Pieniądze było skłonnych podarować w sumie 22% osób z tego grona, podczas gdy w drugiej grupie - zaledwie 6%. -
Firmy handlowe wymyślają często skomplikowane działania mające na celu poprawę etycznego zachowania swych pracowników. Środki takie są jednak często albo zbyt drogie, albo za bardzo ingerują w prawa pracowników. Nasze odkrycie stanowi prostą i zarazem nierzucającą się w oczy metodę zmiany postępowania na lepsze - mówi prof. Liljenquist.
Opracowanie: Ada Krawczyk
Wydanie internetowe:
www.21wiek.com.pl