„Jeśli masz umrzeć wcześnie, to pewnie chciałbyś mieć wcześniej dzieci; nie przedłużyłbyś programu emerytalnego; chciałbyś kończyć projekty raczej wcześniej niż później.” – powiedział profesor Julian Savulescu, który uważa, że w naszym interesie leży posiadanie informacji o długości życia. Ma nam ona bowiem pozwolić na dokładne zaplanowanie wszystkiego.
Niestety, test jest daleki od doskonałości. Poprawność funkcjonowania opracowanego przez ekspertów algorytmu została określona na 76 procent. Oznacza to, że co czwarty badany, który wg wyliczeń programu nie będzie miał predyspozycji do tego, by dożyć setki, może w rzeczywistości spokojnie ten wiek osiągnąć. Lekarze podkreślają także, że tak naprawdę co piętnasta osoba ma kombinację genetyczną pozwalającą dożyć 100 lat. „Sztuka” ta zaś udaje się zaledwie co sześćsetnej osobie. Dużo zależy bowiem od higieny życia – diety, ćwiczeń, a także od opieki zdrowotnej.
Przed traktowaniem nowatorskiego testu niczym wyroczni przestrzega też dr Muireann Quigley – bioetyk z Manchester University. „Posiadanie tych genów nie oznacza, że jesteś nieśmiertelny, kiedy masz np. wypadek samochodowy czy będąc potrąconym przez auto.” – powiedział naukowiec.
Zapowiedzi naukowców, którzy uważają, że testy na długość życia staną się już wkrótce czymś ogólnodostępnym, spotkały się ze zdecydowaną reakcją etyków. Zdaniem tych ostatnich, wprowadzenie do powszechnego użycia testów na długość istnienia, stać się może przedmiotem nadużyć. O informacje takie zabiegać będą z pewnością firmy ubezpieczeniowe oraz towarzystwa emerytalne, które będą mogły manipulować przy wysokości składek.
(rc)