Czy ostatnie doniesienia zburzą wizerunek premiera Rosji, jako zatwardziałego i nieustępliwego macho? Tego nie wiemy. Jedno jest pewne - muzyka, w której zakochany jest Władimir Putin nie pasuje do lansowanego przez media portretu rosyjskiego szefa rządu.
Dziennik "The Daily Telegraph" przybliżył na swoich łamach kulisy dziwnej imprezy, na której specjalnie dla rosyjskiego premiera zagrane zostały największe przeboje zespołu ABBA.
Wszystko zaczęło się przed świętami Bożego Narodzenia. Wtedy właśnie do Roda Stephens'a - założyciela zespołu Bjorn Again, znanego z grania "na żywo" największych przebojów zespołu ABBA - zadzwonił ktoś z otoczenia Putina, prosząc o przyjazd grupy do Moskwy. Stephens myśląc, że ktoś sobie z niego drwi, z dystansem podszedł do całej sprawy. Gdy informacja się uwiarygodniła, kapela ruszyła do stolicy Rosji, by zagrać na najdziwniejszym koncercie w swojej historii.
Organizacja imprezy odbywała się w atmosferze wielkiej tajemnicy. Po przybyciu do Moskwy, czteroosobowy zespół został "zapakowany" do samochodów i wyruszył do oddalonego o 9 godzin miejsca. Po przybyciu do pilnie strzeżonej i potężnej twierdzy Putina - załoga została poddana najsurowszym procedurom bezpieczeństwa, a każdy z ich bagaży prześwietlono.
Następnego dnia po przyjeździe, członkowie Bjorn Again weszli na scenę, by specjalnie dla Putina zagrać największe przeboje z repertuaru zespołu ABBA. Jak stwierdzili muzycy, podczas imprezy panowała dziwna atmosfera, bo Putin był oddzielony od nich za pomocą kawałka materiału. Sofa na której zasiadł, przykryta była bowiem specjalną kurtyną. Wszystko po to, aby zapewnić należytą prywatność rosyjskiemu "przywódcy". Premier zasiadł na kanapie wraz z jakąś kobietą, by wspólnie z nią "podrygiwać" w rytm kolejnych kawałków. Zabrzmiały największe hity, a wśród nich: "Waterloo", "Dancing Queen" i "Mamma Mia". Członkowie zespołu Bjorn Again potwierdzili, że na zakończenie Putin zgotował im owację, krzycząc w kierunku sceny "brawo, brawo".
Po śniadaniu, na które zaserwowano buraki, zespół zainkasował 20 tysięcy euro i wyruszył w drogę powrotną. Jak powiedział menadżer zespołu, teraz zażądałby dwukrotnie większej kwoty za występ.