"

Artykuł

Wystaw Bogu ocenę

wp.pl 22.06.2009 11:45
Wystaw Bogu ocenę

Serwis Ratethegod.com powstał rok temu (fot. pd)

  A A A
Po co podnosić sobie ciśnienie i zwymyślać Bogu za każde nieszczęście, które się wydarzyło? Teraz każdy internauta, który krytycznie ocenia działalność Wszechmocnego albo wręcz przeciwnie - chce wyrazić aprobatę dla jego działań, może przejść od słów do czynów i wystawić mu ocenę.



Serwis Ratethegod.com powstał rok temu i od tamtego czasu każdego dnia odwiedza go 700 tysięcy osób. - poinformował "Dziennik". Zarejestrowani użytkownicy mogą wystawić Bogu ocenę w skali od -5 do +5. Na podstawie not wystawianych Stwórcy, generowany jest tzw. indeks Boga, który obrazowo pokazuje, jak kształtują się nastroje użytkowników sieci.

Internauci oceniają Wszechmogącego dosłownie za wszystko, często dołączając do wskaźnika wyrażanego liczbą stosowne uzasadnienie. Gdy na zewnątrz świeci Słońce, w portfelu nie brakuje środków na zakup nowego telewizora i dopisuje dobre samopoczucie, użytkownicy serwisu wystawiają Bogu ocenę pozytywną, często jednak odejmując punkty za trwającą na drugim końcu świata wojnę czy katastrofę, która ostatnio miała miejsce - nie można przecież wyjść na skończonego egoistę. Kiedy wszystko jest nie tak jak trzeba, oceniający się nie patyczkują i wystawiają najniższą możliwą notę. Nie trudno zgadnąć, że dominują oceny negatywne, bo przecież zawsze łatwiej jest narzekać niż chwalić.

Tagi: dziwactwa | religia

oceń
0
0
Podziel się
 

Zobacz więcej w serwisach WP

Pytamy.pl

Tanio.pl

Wiadomości

 


Opinie (118)

Pozostało znaków: 4000

[Pokaż regulamin]

REGULAMIN

Ocena: 0 [0]
~Głupi Jaś [2009-06-22 16:44]

Gdyby nie strach, który nami rzadzi już dawno przenieślibyśmy się do raju...
...Wystarczyłaby jedna super bomba. Błyskawicznie, a więc bezboleśnie przenieślibyśmy się wszyscy do raju...pstryk i już...nikogo nie zostawiamy, więc z nikim się nie rozstajemy, o nikogo nie musimy się martwić bo wszyscy przechodzimy razem...jeden za wszystkich wszyscy za jednego...czeka nas tylko jedno: wielkie zwycięstwo... strach strach strach strach strach strach strach strach ...ale z nas głąby heh

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Złośliwiec [2009-06-22 15:20]

My w Jego oczach...
Ha ha! A ciekawe jaką ocenę wystawiłby nmam Bóg!

odpowiedz

pokaż 2 ukryte odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
marcing.81 [2009-06-22 16:29]

zeby wam Bog oceny nie wystawil
ja sie powstrzymuje od oceniania ludzi, bo wiem ze sam mam swoje za uszami, ale wiem tez ze jak ktos wymaga ode mnie ja mam prawo wymagac od niego; ale czy mozna wymagac od Boga? czego? za co?

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~karol [2009-06-22 15:32]

pała dla boga
Ja wystawiam bogu pałe za te wszystkie nieszczęścia jakie zsyła na ziemie (pod warunkiem, że on istnieje) bo wiadomo, że skoro odpowiada za rzeczy dobre to i za te okrutne też. Zresztą w starym testamencie niejaki pan Jahwe ukatrupił osobiście wiele ludzi w tym dzieci więc on raczej lubi nieszczęścia ,bo gdyby ich nie było, to nikt by go nie potrzebował i sie do niego nie modlił.

odpowiedz

pokaż 5 ukrytych odpowiedzi

Ocena: 0 [0]
~parodia [2009-06-22 15:59]

zal
w co tu wierzyć?? w nic!!! głupcy tylko wierzą... myślą że to coś da...

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~jjj [2009-06-22 16:17]

czy wierzysz w Boga?
yesnogod.com

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Głupi Jaś? [2009-06-22 16:10]

Dlaczego rodzice mnie urodzili?
Wydarli mnie z raju, władowali na ziemię i powiedzieli, że to dla mojego szczęścia... Teraz muszę czekać całe życie, aż w końcu wrócę do raju...

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
L/ [2009-06-22 16:08]

Nasz wybór
Życie nie jest proste, to prawda. Ale twierdzenie, że Boga nie ma jest po prostu dziecinne. Bóg chce dla nas jak najlepiej, jednak nie z perspektywy tego życia, ale tego z Nim w wieczności. Nie widzimy całej rzeczywistości, żeby zobaczyć inne planety trzeba np. popatrzeć przez teleskop. Bóg całość rzeczywistości zna i wie co dla nas dobre. Trzeba próbować żyć jak najlepiej, nie jest to proste, ale próbować trzeba. Bóg mówi zrozumiałym dla nas językiem, także przez niezwykłe zdarzenia. Również i dziś są ludzie, którzy doświadczyli działania Pana Boga i mówią o tym. Wystarczy wskazać cuda ojca Pio, doświadczenia osób którym objawiała się Matka Boża w Zeitoun w Egipcie, czy choćby z Warszawy: kobietę, której Matka Najświętsza objawiała się w trakcie wojny. (www.sanktuarium-pijarzy.pl). Pana Boga trzeba szukać z całą pokorą serca, bo On jest zupełnie inny niż my i wyłamuję się z naszych schematów myślenia. Pan Bóg każdego człowieka chce uczynić uczestnikiem swojego szczęśliwego życia.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 16:00]

odp. dla Mariusza cz.VIII.VI
Oficjalne uznanie "el milagro de los milagros" Należy podkreślić fakt, że 8 maja 1640 r. władze świeckie Saragossy wystąpiły z inicjatywą rozpoczęcia procesu, aby wyjaśnić wszystkie okoliczności związane z cudem z Calandy - czyli "el milagro de los milagros". Rada miejska wyznaczyła jako swoich przedstawicieli dwóch znanych profesorów oraz prokuratora generalnego króla Filipa IV. Był to proces publiczny i odbywał się z zachowaniem wszelkich urzędowych reguł. Współczesny historyk Leonardo Aina Naval, który przez wiele lat badał jego akta, stwierdził, że był on "wzorem powagi, precyzji i dyscypliny prawniczej". Mamy tu więc do czynienia z najwyższym poziomem wiarygodności dokumentów. W czasie całego procesu obecnych było dziesięciu członków kolegium sędziowskiego. Ponadto przy wszystkich przesłuchaniach 24 świadków, którzy zostali wyselekcjonowani spośród mieszkańców Saragossy, Calandy i okolicznych wiosek, asystował sam arcybiskup Pedro Apaolaza Ramirez oraz dziesięciu teologów i prawników. Świadkowie zostali podzieleni na pięć grup: 1. Lekarze i pielęgniarze; 2. Krewni i sąsiedzi; 3. Władze lokalne; 4. Księża 5. Inni. Każdej z przesłuchiwanych osób pokazywano Miguela Juana stojącego z odkrytymi do kolan nogami. Z akt procesowych wynika, że fakt cudownego przywrócenia Pellicerowi amputowanej nogi był tak oczywisty i pewny, że nie podniósł się żaden głos sprzeciwu czy wątpliwości przeciw niemu. Po jedenastu miesiącach pracy kolegium sędziowskiego, 27 kwietnia 1641 r., arcybiskup Saragossy wydał dekret, w którym stwierdził, że przywrócenie amputowanej nogi Miguelowi Juanowi było możliwe tylko dzięki cudownej interwencji Boga. Jest to niewątpliwie jeden z najbardziej wstrząsających cudów w historii, który potwierdzili wszyscy mieszkańcy Saragossy, Calandy i okolicznych miejscowości. Obraz przedstawiający Miguela w momencie uzdrowienia Pierwsza broszura o cudzie, z imprimatur i dedykowana królowi Karolowi IV, która była streszczeniem akt procesu w języku kastylijskim, ukazała się w 1641 r. i została napisana przez karmelitę bosego Jeronima de San Jose. Rok później ukazała się również broszura poświęcona cudowi napisana przez niemieckiego lekarza Petera Neuratha. W tej to publikacji przy "nihil obstat" jezuita o. Jeronimo Briza napisał: "Z nakazu czcigodnego ks. Gabriela de Aldamy, głównego wicekróla w Madrycie, przebadałem książkę doktora Neuratha na temat cudu Najświętszej Dziewicy z Pilar, którego nie widziano ani nie słyszano w ciągu wieków, a którego prawdy osobiście doświadczyłem, ponieważ poznałem młodzieńca najpierw bez jednej nogi, proszącego o jałmużnę u drzwi w świątyni w Saragossie, a później w Madrycie, na audiencji u Króla, Naszego Pana, z obiema nogami; i widziałem, jak chodził. Widziałem bliznę, którą Najświętsza Dziewica zostawiła w miejscu amputacji, jako pewny znak, że noga została odcięta; i nie tylko ja, a również wszyscy ojcowie z Towarzystwa Jezusowego, z tegoż Królewskiego Kolegium w Madrycie. Poznałem nadto rodziców uzdrowionego oraz chirurga, który uciął nogę". Biedna izba sypialna, w której dokonał się cud, została natychmiast zamieniona na kaplicę, a z czasem w miejscu domu Pellicerów wybudowano wielki kościół z wysoką dzwonnicą. Była to inicjatywa wszystkich mieszkańców Calandy, którzy w ten sposób pragnęli wyrazić wdzięczność Bogu i Matce Najświętszej. Do dnia dzisiejszego mieszkańcy Calandy każdego roku w dniu 29 marca obchodzą święto upamiętniające to cudowne wydarzenie z 1640 r. Stolica Apostolska zatwierdziła na ten dzień specjalny formularz liturgiczny wraz z przywilejami duchowymi i odpustami.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:49]

odp. dla Mariusza cz.VII.I
wolna wola czyli róbta, co chceta w duchu Ewangelii 'Bo myśli moje nie są myślami waszymi ani wasze drogi moimi drogami - Tydzień Bożego Miłosierdzia już się zakończył, ale nie wyczerpało się Jego milosierdzie. Ilością branych na siebie cierpień, postów, wszelkich umartwień dla wprowadzenia święta Bożego Miłosierdzia i praktyki odmawiania koronki, Faustyna Kowalska skróciła sobie życie. Przez swoje apostolstwo miłosierdzia Boga była dręczona, w nocy przez złe duchy, za dnia przez sumiennie praktykujących 'pobożnych', w tym przez każdego dnia 'oddające się Bogu' swoje koleżanki i kolegów będących w tym samym zawodzie. Ofiara była wielka, bo przeogromna jest moc Koronki do Bożego Miłosierdzia. Tą koronką św. Faustyna nie tylko nawracała grzeszników, ale wyratowała część osób z piekła. To dlatego tą modlitwą tam, gdzie jest dobra wola i obowiązki na to pozwalają powinno się modlić każdego dnia o 15.00 i bezwzględnie przy osobie konającej, tym bardziej nie ochrzczonej i takiej, która ma ludzką krzywdą obciążone sumienie! Tą koronką można uratować każdego i nawrócić najzatwardzialszych grzeszników. Taka intencja jest ważna, ponieważ tylko nawrócenie zakłada, że osoba sama z siebie zgodzi się na zadośćuczynienie za popełnione zło, nawet jeśli będzie to tylko w formie modlitwy, bo sytuacja nie pozwoli na inny rodzaj naprawienia wyrządzonej przez siebie szkody (to jest jeden z warunków spowiedzi św.; jeśli ktoś nie odpokutuje w tym życiu, zastaje mu czyściec; są jeszcze odpusty - czyli darowanie win i kar, jednak warunkiem jego otrzymania jest brak przywiązania do jakiejkolwiek formy grzechu, nawet lekkiego). To nie Bóg jest zły, to zło jest złe. Dlatego walka o człowieka jest bezwzględna. Jak bardzo - pokazuje spisane w NT okrucieństwo Krzyża. Nie ma takiej rzeczy, która by się nie mogła zdarzyć, żeby człowieka oddalić od Boga, nie ma takiej rzeczy, która by się nie mogła zdarzyć, żeby człowiek nigdy więcej nie wszedł do Kościoła. Dlatego 'fiat' dane Bogu musi być ponad instytucje, ponad innych ludzi, ponad najgorsze zło. Bo do wszystkiego, co ludzkie miesza się niedoskonałość, nie rzadko zgorszenie. Ktoś kiedyś trafnie powiedział, że nie jest możliwe, żeby się komuś coś nie przytrafiło, dopóki żyje, ze względu właśnie na wolną wolę. Wolą wolą Boga nie jest zło czy cierpienie, ale dobro. Jest oczywiste, że ma ją również człowiek; nie musi wybierać dobra jeśli tego nie chce. I niestety realia są takie, że ilość osób wybierających zło wcale mała nie jest, wśród takich ludzi trzeba żyć, ale też z drugiej strony, ręka w górę kto nie ma się z czego spowiadać, nawet jeśli nie ma chęci doświadczania zła i wyrządzania go. Zło też ma wolną wolą i korzystając z tego przywileju, tkwi w swoim złu. Bóg też się musi na to godzić, bo jest wierny w obietnicach swoich - nie może siłą wciągnąć do nieba, jeśli coś czy ktoś nie chce, bo to by znaczyło odebranie danej wolnej woli; wtedy Bóg by nie był Bogiem.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:37]

odp. dla Mariusza cz.V.V
Tajemnica obecności w Duchu: J 20,17 Rzekł do niej Jezus: 'Nie zatrzymuj Mnie, jeszcze bowiem nie wstąpiłem do Ojca. Natomiast udaj się do moich braci i powiedz im: 'Wstępuję do Ojca mego i Ojca waszego oraz do Boga mego i Boga waszego'. Mt 25,40 A Król im odpowie: 'Zaprawdę, powiadam wam: Wszystko, co uczyniliście jednemu z tych braci moich najmniejszych, Mnieście uczynili'. Łk 10,16 Kto was słucha, Mnie słucha, a kto wami gardzi, Mną gardzi; lecz kto Mną gardzi, gardzi tym, który Mnie posłał'. Gal 2,20 Teraz zaś już nie ja żyję, lecz żyje we mnie Chrystus. Choć nadal prowadzę życie w ciele, jednak obecne życie moje jest życiem wiary w Syna Bożego, który umiłował mnie i samego siebie wydał za mnie. J 17,26 Objawiłem im Twoje imię i nadal będę objawiał, aby miłość, którą Ty Mnie umiłowałeś w nich była i Ja w nich. J 16,7 Jednakże mówię wam prawdę: Pożyteczne jest dla was Moje odejście. Bo jeżeli nie odejdę, Paraklet* nie przyjdzie do was. A jeżeli odejdę, to poślę Go do was*. (przypis: Widzialny Jezus ustąpi, by zostawić miejsce niewidzialnej działalności Ducha Swiętego i wierze); J 16, 28 'Wyszedłem od Ojca i przyszedłem na świat; znów opuszczam świat i idę do Ojca'. Rz 8,9.14 Wy jednak nie żyjecie według ciała, lecz według Ducha, jeśli tylko Duch Boży w was mieszka. Jeżeli zaś ktoś nie ma Ducha Chrystusowego, ten do Niego nie należy. Albowiem wszyscy ci, których prowadzi Duch Boży, są synami Bożymi. Rz 8,11 A jeżeli mieszka w was Duch Tego, który Jezusa wskrzesił z martwych, to Ten, co wskrzesił Chrystusa Jezusa z martwych, przywróci do życia wasze śmiertelne ciała mocą mieszkającego w was swego Ducha. 1Kor Teraz widzimy jakby w zwierciadle, niejasno; wtedy zaś ujrzymy twarzą w twarz. 13,12 Teraz poznaję po części, wtedy zaś będę poznawał tak, jak sam zostałem poznany. J 6,63 To Duch daje życie; ciało na nic się nie zda. Słowa, które Ja wam powiedziałem, są duchem i życiem. Rz 5,5 A nadzieja zawieść nie może, ponieważ miłość Boża rozlana jest w sercach naszych przez Ducha Swiętego, który został nam dany. 1Kor A gdy już wszystko zostanie Mu poddane, wtedy i sam Syn zostanie poddany Temu, 15,28 który Synowi poddał wszystko, aby Bóg był wszystkim we wszystkich. J 14,2n W domu Ojca mego jest mieszkań wiele. Gdyby tak nie było, to bym wam powiedział. Idę przecież przygotować wam miejsce. A gdy odejdę i przygotuję wam miejsce, przyjdę powtórnie i zabiorę was do siebie, abyście i wy byli tam, gdzie Ja jestem. 1 J Kto wypełnia Jego przykazania , trwa w Bogu, a Bóg w nim; a to, że trwa On w nas, 3,24 poznajemy po Duchu, którego nam dał. Kol. A tu* już nie ma Greka ani Zyda, obrzezania ani nieobrzezania, barbarzyńcy, Scyty, 3,11 niewolnika, wolnego, lecz wszystkim we wszystkich jest Chrystus. (*przypis: w nowym porządku nadprzyrodzonym: w Chrystusie, w Kościele). Ap 22,17 A Duch i Oblubienica* mówią: 'Przyjdź' A kto słyszy, niech powie: 'Przyjdź!' I kto odczuwa pragnienie, niech przyjdzie, kto chce, niech wody życia darmo zaczerpnie. (przypis: Oblubienica = Kościół)

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:59]

odp. dla Mariusza cz.VIII.V
Wieść o niezwykłym wydarzeniu bardzo szybko rozeszła się po okolicy. Ludzie, którzy przybiegli do ubogiego wiejskiego domku Pellicerów, głośno modlili się i dziękowali Matce Bożej i Jezusowi Chrystusowi za ten wielki cud. Wszyscy zebrani odczuwali cudowny, "niebiański" zapach, który utrzymywał się w izbie przez kilka dni. Rankiem następnego dnia do domu Pellicerów przybył proboszcz, ks. Herrero. wraz z burmistrzem i najwyższymi przedstawicielami miejscowej władzy oraz dwaj chirurdzy, którzy przez dłuższy obmacywali prawą nogę Juana - wszyscy oni chcieli w sposób urzędowy i "naukowy" potwierdzić, że to wszystko jest prawdą. Już 30 marca, a więc następnego dnia po cudzie, sędzia pierwszej instancji Martin Corellano, odpowiedzialny za publiczny porządek w Calandzie, sporządził pierwszy oficjalny dokument o tym nadzwyczajnym wydarzeniu. Natomiast w niespełna 70 godz. od cudu w domu Pellicerów został sporządzony przez przedstawicieli władz kościelnych, świeckich oraz lekarza, spisany przez notariusza i potwierdzony przez dziesięciu świadków, akt notarialny dotyczący tego niesamowitego faktu, w którym stwierdza się "Boską interwencję". Uzdrowionego młodzieńca zaprowadzono w procesji do miejscowego kościoła, gdzie zebrali się wszyscy mieszkańcy Calandy, którzy widzieli, że Miguel Juan szedł na dwóch nogach, a jeszcze wczoraj miał tylko jedną. W kościele Miguel Juan najpierw poszedł do spowiedzi, a później razem ze wszystkimi mieszkańcami Calandy uczestniczył w uroczystej, dziękczynnej Mszy św. Odcięta noga, która po przeszło dwóch latach przebywania w ziemi całkowicie zgniła, dzięki bezpośredniej interwencji Boga została przywrócona do życia i połączona z resztą żyjącego ciała. Jest to z pewnością dany nam przez Chrystusa znak i zapowiedź zmartwychwstania naszych ciał w dniu Paruzji. Stwórca natomiast uszanował prawa natury i dlatego odzyskiwanie niedoskonałych cech fizycznych i motorycznych cudownie przymocowanej nogi następowało u Miguela Juana w ciągu kilku miesięcy. 25 kwietnia 1640 r. Miguel razem ze swoimi rodzicami wybrali się na pielgrzymkę do sanktuarium w Saragossie, aby podziękować Matce Bożej za cud przywrócenia nogi. Wszyscy mieszkańcy Saragossy doskonale znali żebrzącego przy bazylice młodzieńca z jedną nogą. Możemy zatem wyobrazić sobie ich zdumienie, kiedy zobaczyli, że Miguel Juan przestał już być kaleką i ma dwie zdrowe nogi. Prawdziwy jednak szok przeżył profesor Estanga - chirurg, który amputował Miguelowi nogę i który przez dwa lata opatrywał mu ranę w miejscu odcięcia kończyny. Teraz mógł naocznie stwierdzić, że ta część nogi, którą amputował, została przywrócona do normalnego życia i funkcjonowania, w sposób całkowicie dla medycyny niewyjaśniony. Podobny wstrząs przeżyli na widok Miguela Juana z dwiema nogami asystujący profesorowi lekarze oraz cały personel szpitalny.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~pies [2009-06-22 15:59]

Ocena Boga.
Dlaczego większość z Was przyczepiła się do Boga Żydów, chrześcijan i muzułmanów? Są Bogowie w innych religiach, którzy mają inne podejście do istot zamieszkujących Ziemię, z homo sapiens włącznie. Ale tak serio, są to tylko nasze wyobrażenia Siły, która zaprogramowała tę Imprezę i pilnuje jej głównych Parametrów. Na duperele nie zwraca uwagi. Nasze "oburzanie się" na "niesprawiedliwość Losu" można porównać do "oburzania się" bakterii, że została połknięta przez człowieka wraz łykiem wody. Życie pojedynczego człowieka nie ma żadnego znaczenia (ze mną na czele).

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:58]

odp. dla Mariusza cz.VIII.IV
Wstrząsający cud W czwartek 29 marca 1640 r. Miguel Juan nie pojechał zbierać jałmużny, lecz został w domu, aby pomóc ojcu w napełnianiu nawozem koszyków, które osioł przenosił do nawożenia pola. Po całym dniu ciężkiej pracy Miguel wrócił do domu bardzo zmęczony. Podczas kolacji wszyscy widzieli kikut jego prawej nogi wraz z odkrytą, zagojoną raną, a niektórzy z gości nawet jej dotykali. Tego samego wieczoru na nocleg w Calandzie zatrzymał się oddział kawalerzystów. Pellicerowie otrzymali urzędowy nakaz przenocowania jednego z żołnierzy. Z braku miejsca Miguel Juan był zmuszony odstąpić mu swoje łóżko i pójść spać na materacu w pokoju rodziców. Do przykrycia dostał od ojca płaszcz, który był jednak za krótki na to, żeby okryć również jego jedyną stopę. Po kolacji, około godziny 22, młodzieniec pożegnał się z rodzicami i ze zgromadzonymi gośćmi, zostawił w kuchni swą drewnianą protezę oraz kule i poszedł spać, skacząc na lewej nodze. Po modlitwie i całkowitym zawierzeniu się Matce Bożej szybko zapadł w głęboki sen. Kiedy mama Miguela weszła do pokoju, w którym spał jej kaleki syn - a było to pomiędzy godziną dziesiątą trzydzieści a jedenastą wieczorem - poczuła "wspaniały, niebiański zapach". Kobieta podniosła oliwną lampkę i zauważyła, że spod płaszcza, którym był przykryty jej syn, wystawała nie jedna, ale dwie stopy, założone jedna na drugą. Wciąż jeszcze nie dowierzając, przybliżyła się do łóżka - i wtedy była już pewna, że wzrok jej nie myli. Zszokowana tym odkryciem zawołała męża, który po przyjściu odsunął cały płaszcz. Pellicerom ukazał wtedy niesamowity widok ich śpiącego syna z dwiema zdrowymi nogami. W jednej chwili zrozumieli, że stał się wielki cud: ich syn odzyskał amputowaną prawą nogę. Świadomi ogromu tajemnicy, zaczęli krzyczeć i potrząsać nim, aby się obudził. Dopiero po dłuższym czasie Miguel Juan otworzył oczy. Rozgorączkowani rodzice mówili do niego: "popatrz, odrosła ci noga!". Można sobie wyobrazić zdumienie i radość Miguela, kiedy zobaczył i poczuł, że rzeczywiście ma dwie nogi i że przestał być inwalidą. W międzyczasie zbiegli się wszyscy domownicy i z wielkim przejęciem oglądali cudownie przywróconą młodzieńcowi nogę. Miguel Juan zupełnie nie wiedział, jak to mogło się stać. Pamiętał tylko, że nim go obudzono, śniło mu się, jak namaszczał kikut swej uciętej nogi olejem z lampki w Świętej Kaplicy Matki Bożej z Pilar. Jednego był pewien: że to Jezus Chrystus dokonał tego cudu dzięki wstawiennictwu Jego i naszej Matki Maryi. Kiedy Miguel Juan ochłonął z pierwszego wrażenia, zaczął dotykać swej uzdrowionej nogi i poruszać nią tak, jakby chciał się upewnić, że to wszystko jest prawdą. W świetle oliwnych lamp wszyscy dokładnie oglądali jego cudownie odzyskaną nogę. Widoczna była na niej jedna duża blizna po złamaniu kości piszczelowej podczas wypadku, a także trzy mniejsze blizny: po ugryzieniu w dzieciństwie przez psa. po wycięciu czyraka i zadrapaniu przez kolczasty krzak. Blizny te wskazywały w oczywisty sposób na to, że była to ta sama noga, którą amputowano i pogrzebano na cmentarzu przed dwoma laty i pięciu miesiącami. Nastąpiło więc nie odrośnięcie, lecz cudowne przywrócenie uciętej nogi. Zachował się egzemplarz miejscowej gazety Aviso Historico z 4.06.1640 r., w której napisano, że przeprowadzono badania na cmentarzu szpitalnym w Saragossie i nie znaleziono tam żadnego śladu nogi w miejscu jej pogrzebania.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~arielgod [2009-06-22 15:38]

Bujakasza
Dokładnie. Największą ironia jest to że ci co tak przekładają naukę ponad wiarę w Boga najczęściej nie przeczytali sami z siebie żadnej książki. :) Obejrzy taki wszystkie sezony housa i nawet nie zauważy, że głównym celem scenarzysty, w każdym pojedyńczym odcinku było ukazanie że doktorek sie myli... Pozdro.

odpowiedz

pokaż 1 ukrytą odpowiedź

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:57]

odp. dla Mariusza cz.VIII.III
Po amputacji chirurdzy dokonali kauteryzacji kikuta za pomocą rozżarzonego żelaza. Odciętą nogę przekazali asystującemu przy operacji młodemu praktykantowi, Juanowi Lorenzowi Garcii, który wraz z kolegą pogrzebał ją na cmentarzu, w oznaczonym miejscu, w głębokiej dziurze o długości 21 cm (nawet tego rodzaju szczegół znalazł się w dokumentacji procesowej). W tamtych czasach tak wielkim szacunkiem otaczano ludzkie ciało, że wszystkie jego amputowane części były chowane na cmentarzu. Zanim rana po odcięciu części nogi się zagoiła, Pellicer musiał jeszcze przez kilka miesięcy przebywać w szpitalu. Został z niego wypisany wiosną 1638 r.; otrzymał wtedy drewnianą protezę prawej nogi oraz kule. Dwudziestotrzyletni młodzieniec bez nogi nie był w stanie zapracować na swoje utrzymanie, dlatego otrzymał oficjalne pozwolenie na zbieranie jałmużny przy wejściu do bazyliki del Pilar w Saragossie, co oznaczało dla niego bycie etatowym żebrakiem. Mieszkańcy Saragossy mieli w zwyczaju przynajmniej raz dziennie nawiedzać sanktuarium. Widok żebrzącego młodzieńca bez nogi wzbudzał u nich powszechne współczucie. Przyzwyczaili się do jego obecności i pokochali go, tym bardziej że Miguel Juan codziennie rano, przed udaniem się na miejsce żebrania, uczestniczył we Mszy św. w Świętej Kaplicy, w której na kolumnie El Pilar znajdowała się cudowna figura Matki Bożej. Również codziennie prosił obsługujących sanktuarium o trochę oliwy z palących się tam lamp, aby namaszczać swój kikut i nie w pełni zagojoną po amputacji ranę. Gdy miał pieniądze, szedł spać do pobliskiej karczmy De las Tablas. (Właściciel karczmy Juan de Mazasa i jego żona Catalina Xavierre byli również powołani na świadków w kanonicznym procesie, aby stwierdzić, że Pellicer po cudownym odzyskaniu odciętej kończyny jest tym samym człowiekiem, który przychodził do nich na nocleg i nie miał prawej nogi). Miguel Juan Pellicer sypiał również pod portykiem szpitalnego korytarza, gdzie był doskonale znany i z wielką życzliwością przyjmowany przez personel medyczny. Na początku marca 1640 r. Miguel zdecydował się wrócić do swoich rodziców, do Calandy. Podróż do domu rodzinnego (około 118 km) zajęła mu prawie siedem dni. Przez cały ten czas drewniana noga uciskała kikut i była przyczyną wielkiego cierpienia młodzieńca. W domu przyjęto go z wielką radością. Ze względu na swoje kalectwo Miguel nie był w stanie pomagać rodzicom w pracach polowych, dlatego postanowił chodzić po okolicznych wioskach i prosić o jałmużnę. W tamtych czasach dla inwalidy, który nie miał środków do życia, żebranie nie było hańbą, ale obowiązkiem i dawaniem innym okazji do czynów miłosierdzia. Miguel zbierał więc datki, jeżdżąc na osiołku po sąsiadujących z Calandą wioskach, a żeby wzbudzić litość, odsłaniał kikut swej uciętej nogi. W ten sposób tysiące osób stało się świadkami jego kalectwa, a później cudu przywrócenia mu nogi.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:55]

odp. dla Mariusza cz.VIII.II
Wypadek i amputacja Z ksiąg parafialnych z Calandy dowiadujemy się, że Miguel Juan Pellicer urodził się 25.03.1617 r. jako drugie z ośmiorga dzieci Miguela Pellicera Maja i Marii Blasco. Jego rodzice byli biednymi rolnikami, odznaczali się prostotą i głęboką pobożnością. Miguel Juan wzrastał w atmosferze autentycznej religijności: codziennie szczerze się modlił, regularnie przystępował do sakramentów pokuty i Eucharystii, był żarliwym czcicielem Matki Bożej. W 1637 r., gdy miał dwadzieścia lat, opuścił dom rodzinny w poszukiwaniu pracy. Znalazł ją u swojego wujka Jamiego Blasca, mieszkającego w okolicy Castellon. Po kilku miesiącach pobytu u niego, w lipcu 1637 r., Miguelowi przydarzył się poważny wypadek, gdy prowadził dwukołowy wóz wypełniony po brzegi ziarnem, ciągnięty przez dwa muły. Podczas jazdy Miguel Juan najprawdopodobniej zasnął i tak nieszczęśliwie spadł z muła na ziemię, że jedno z kół przejechało przez jego prawą nogę. miażdżąc i łamiąc mu kość piszczelową. Natychmiast zawieziono go do szpitala w Walencji (w którego archiwach do dziś widnieje data jego przyjęcia: 3.08.1637 r., poniedziałek). Fresk z kościoła del Pilar Pobyt w szpitalu nie przynosił żadnej poprawy, jednak Miguel głęboko wierzył w to, że pomogą mu lekarze z odległej o 300 km Saragossy, w słynnym Królewskim i Powszechnym Szpitalu Naszej Pani Łaskawej. Po usilnych prośbach otrzymał w końcu pozwolenie na przeniesienie się tam. Pomimo straszliwego bólu złamanej nogi i wielkich upałów owe 300 km pokonał w pięćdziesiąt dni. Do upragnionego celu dotarł na początku października 1637 r., wycieńczony i z wysoką gorączką. Najpierw udał się do sanktuarium w Pilar, gdzie wyspowiadał się i przyjął Komunię św. W saragoskim szpitalu lekarze zdiagnozowali u niego daleko posuniętą gangrenę w złamanej prawej nodze. W celu ratowania życia chorego konieczna była natychmiastowa amputacja kończyny. Decyzję odcięcia opuchniętej i sczerniałej od gangreny nogi podjął przewodniczący konsylium lekarskiego, znany w całej Aragonii prof. Juan de Estanga, wraz z chirurgami Diegiem Millaruelem i Miguelem Beltranem. Ci sami lekarze dokonali operacji ucięcia prawej nogi Miguelowi Pellicerowi "na wysokości czterech palców pod kolanem". Posługiwali się przy tym piłą i skalpelem, a jako środek znieczulający podano pacjentowi alkohol, stosowany w tamtych czasach jako jedyna substancja o takim działaniu. W czasie operacji młodzieniec nieustannie wzywał pomocy Matki Bożej.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Trinity [2009-06-22 15:54]

odp. dla Mariusza cz.VIII.I
Kartki Miłość Źródełko « Home » Download Czat Perełki Znak dla niewierzących W hiszpańskim miasteczku Calanda, oddalonym o 118 km od Saragossy, dokonał się "el milagro de los milagros" - czyli "cud cudów". Dwudziestotrzyletniemu Miguelowi Juanowi Pellicerowi w sposób cudowny przywrócona została amputowana prawa noga. Owoce wieloletnich poszukiwań i badań historycznych dokumentów dotyczących tego miezwykłego wydarzenia zostały opublikowane w książce zatytułowanej II Miracolo (Cud), napisanej przez słynnego pisarza i dziennikarza włoskiego Vittoria Messoriego. 29 marca 1640 r. wieczorem, pomiędzy godziną dziesiątą a dziesiątą trzydzieści, podczas snu w domu rodzinnym w Calandzie, Miguel Juan Pellicer w cudowny sposób odzyskał prawą nogę, którą amputowano mu w szpitalu publicznym w Saragossie 29 miesięcy wcześniej. Cudownie uzdrowiony był gorliwym czcicielem Matki Bożej z Pilar i to właśnie Jej wstawiennictwu przypisał odzyskanie utraconej kończyny. Tak w skrócie brzmi sensacyjna informacja o tym wstrząsającym cudzie maryjnym, który miejscowi ludzie określają jako "el milagro de los milagros" ("cud cudów"). Światowej sławy włoski pisarz i dziennikarz Vittorio Messori przez wiele lat badał w różnych archiwach licznie zachowane dokumenty dotyczące tego zdarzenia i stwierdził, że z naukowego punktu widzenia istnieje pewność, że cała dokumentacja opisuje historyczny fakt. Mówi ona o "przywróceniu" amputowanej nogi - wydarzeniu jedynym w swoim rodzaju, którego istnienia nie można zakwestionować. Szczegółowe odtworzenie tych wydarzeń stało się możliwe dzięki świadectwom, które trzy dni po cudzie zostały złożone pod przysięgą i zapisane w protokole notarialnym, oraz w oparciu o akta procesu kanonicznego, który rozpoczął się 68 dni później.

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
~Adolfik [2009-06-22 15:53]

Bóg śpi
kiedy napalm płonie na skórze dzieci

odpowiedz

Ocena: 0 [0]
Aga [2009-06-22 15:51]

zanim zaczniecie wypisywać opinie to............
Polecam przeczytać książkę pt. "CHATA" William P. Young

odpowiedz