Przed ludźmi, którzy dysponują odpowiednimi środkami i chcieliby je zainwestować, otwierają się nowe możliwości. Na razie przynajmniej w Somalii. Pochodzący z tego kraju piraci postanowili zorganizować giełdę funkcjonującą w sposób podobny do tych działających w Tokio czy Londynie. Inwestorzy przynoszą piratom pieniądze, broń i inny dobytek i czekają... Jeśli morskim rozbójnikom, którym powierzyli środki uda się porwać statek, zdobyć pieniądze za zakładników lub osiągnąć inne cele, inwestor zaczyna zarabiać.
Wspomniana giełda działa w Haradheere i cieszy się sporą popularnością. W mediach krążą informacje na temat pewnej damy, która dostarczyła piratom granatnik przeciwpancerny i w krótkim czasie zarobiła na inwestycji 75 tysięcy dolarów. "Jestem naprawdę szczęśliwa. Zarobiłam 75 tysięcy dolarów w zaledwie 38 dni odkąd dołączyłam do 'spółki'" - opowiada Somalijka, która granatnik otrzymała od byłego męża w ramach alimentów.
W tym samym miejscu, w którym piraci uruchomili "rynek inwestycyjny" zaczął też działać punkt rekrutacji załóg pirackich. - poinformowała agencja Reutera. Nowi kandydaci są bardzo mile widziani. Warto jednak wspomnieć, że wizerunek pirata różni się dziś od tego utrwalonego przez literaturę czy kino, a bycie piratem wcale nie jest zabawne.