Jestem byłym ŚJ i wiem jedno - do tej organizacji nie chcę wrócić!Jedynym argumentem, że nie jest to sekta wg. nich jest to, ze nie maja oficjalnego guru! Wg. mnie to jest po prostu (taki neologizm) zarejestrowana sekta! Ludzi oducza sie tam samodzielnego myslenia. Prosty i jasny Biblijny przekaz, jest mataczony i co chwile "uswietlany". Wmawia sie im, ze kieruja sie w zyciu Biblia a tak naprawde kieruja sie widzimisiem ciala kierowniczego. Wmawiaja sobie milosc do bliznich a tak naprawde sami miedzy soba tuszuja mase spraw nienawidzac sie po kryjomu bo publicznie nie wypada. Moralni oszusci. Znam sytuacje, z jednego z pomorskich miast, gdzie jest dwoch tzw. "braci" na stanowisku slugi pomocniczego. Maja rodziny itp, ale nie przeszkadza im to, zeby zapraszac do siebie do mieszkan mlodych chlopcow... reszty mozecie sie domyslic. Starsi o wszystkim wiedza ale tuszuja cala sprawe. Wiem, bo moj ojciec do dzisiaj bedacym SJ jest tzw. sluga miasta czy jakos tak i tego typu informacje przelewaly sie u nas w domu. Inny przyklad?! Pracowalem ze starszym. Byl to przewodniczacy zboru, maz i ojciec. Wracalismy kiedys z pracy busem a ten po kilku piwach i innych % to zaczepial kobiety na ulicy krzyczac z okna auta wulgarne tresci albo wyzywal przechodniow - dodam ze nie byla to jednorazowa sytuacja. Inny starszy tez przewodniczacy - notoryczny alkocholik. Kiedys przyszedl na sale w takim stanie, ze inni "bracia" go wyprowadzali - przewodniczacym nadal jest i nadal pije. Czemu?! Ma znajomosci w Nadarzynie, wsrod podrozujacych itp.
Sytuacje hipokryzji w tej "zarejestrowanej sekcie" mozna by mnozyc. Fakt faktem jest taki, ze to ludzie niezwykle zmanipulowani i zaslepieni. Szkoda mi ich...